Beata Golacik

Ewa Klajman-Gomolińska o tomiku Kaliny Kowalskiej "Łupki"

Z Beatą Golacik / Kaliną Kowalską oglądamy język


           Poznawanie języka zajmuje nam całe życie, poznanie języka nie następuje nigdy. Język jest życiem. Komunikowaniem się, percepcją fauny i flory, wszelkim doznaniem zmysłowym, tłumaczeniem siebie, kogoś, zjawisk, ogarnięciem i nieogarnięciem świata. Język mówiony, pisany, język ciała, gestu; skazany zawsze na nieporozumienia, niejasności, nieprzeniknięcie, niezbadanie i niedotarcie. Każdy z nas mówi innym językiem; choć jakaś grupa, środowisko kulturowe, społeczność, nacja - zdawałoby się, że tym samym. Tak się zdaje, niektórym nawet bardzo długo. Wspólna częstotliwość, ten sam eter to już maksymalizacja wspólnoty językowej, jakiej może dostąpić człowiek z drugim człowiekiem.

            Poezja Beaty Golacik, publikującej pod pseudonimem Kalina Kowalska, nazywana jest poezją lingwistyczną („och Mironie / ronię aronie"), jednak byłabym pełna obaw przed sformułowaniem podobnej tezy, bo dla mnie każdy język poetycki jest na tyle odmienny przez swoją wieloznaczność i metaforyczność, że owa lingwistyczność jest pojęciem za równo zbyt szerokim, jak i mało precyzyjnym. Na pewno jest to poezja bardzo inteligentna, w której poetka wyrabia słowo i wyrabia ze słowa, modeluje je i przekształca; jest złotnikiem pracującym z najwyższą próbą tego metalu i tworzy z niego artystyczne okazy i oryginalne klejnoty, których nie sposób nie zauważyć i nie zapamiętać.

          Beata Golacik w ciągu trzech kolejnych lat wydała trzy książki poetyckie tworzące tryptyk („Za mną przede mną" 2011, „Światło" 2012, „Łupki" 2013) i każdą z nich udowodniła niesamowitą biegłość i sprawność językową, a także ciągłe poszukiwanie w słowie i uczenie się niekończące słowa, dość bliskie dla jej pokolenia (1966), więc mojego pokolenia, gdzie nie korzysta się ze ściąg i omówień, na których pracuje cała wczesna i późna młodzież, ale łupie się i rozłupuje łupki samemu i dochodzi do każdej tkanki i komórki znaczenia. Przenika między unerwieniami, by zobaczyć, co kryją poszczególne warstwy. Nie da się więc do Beaty Golacik użyć klucza, można pokusić się o zrozumienie jej, a ona przenika przez poszczególne etapy język całkowicie samodzielnie, jej poezja jest misterną rzeźbą w kamieniu. W kamieniu szlachetnym słowa.

          „bądź uważna / na sens dozo słów / z którymi nie chcę się rozstać / moja dozo baczenia" – chyba akurat ten właśnie wiersz oddaje najpełniej przesłanie poetyckie artystki z Lubelszczyzny (Świdnik). Uwaga i sens to przecież istota poruszania się po życiu / języku / świecie człowieka rozumnego. Bez uwagi nie wypowiada się mądrze, nie spostrzega się mądrze i nie słucha mądrze; natomiast poszukiwanie i odkrywanie sensu stanowi odpowiedź na celowość pojawienia się człowieka w określonym miejscu i czasie. Baczenie i uwaga, ale - do zobaczenia - to świadomość kolejnej próby zbliżenia się do słowa tego samego a jednocześnie za każdym podejściem innego; choćby w sensie zabarwienia kontekstem czy emocją.

          „Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia" najsłynniejsze bodaj ze Stanisława Grochowiaka a u Kaliny Kowalskiej „mit nie przemija / mit się udorzecznia", bo u Grochowiaka jest dalej „Bunt się uskrzydla tak – jak udorzecznia". Jednak owej równie słynnej zgody na zastany porządek u Kowalskiej nie ma. Wątpliwości, obawa przed zbytnią przenikalnością światów, życiem między światami, między arteriami życia i śmierci. Optyka oka ludzkiego naznaczona ustaloną hierarchią wartości.

          „ubierz się w jakieś słowa naga prawdo / bo cię gołym okiem nie obejmie / moje małe bo" – wierne odbicie w świadomości podmiotu lirycznego najzwyczajniej przerasta, jest nie do przyjęcia, choć można zaryzykować stwierdzenie, że jednak istnieje, skoro potrzebuje złudzeń, by zamigotać przystawalnym światłem. Postawa więc nie tyle agnostyczna, co właśnie świadoma swoich ograniczeń związanych z ciężarem gatunkowym, którego nie zdoła unieść. Kij w mrowisko dla sofistów i ich relatywizmu poznawczego. Nie jedna zaś odsłona filozoficznych przemyśleń i rozważań Kaliny Kowalskiej.

          „Ty – totus Tuus znak / poezja to tatuaż ja / tota Tua" mocno skondensowana ars poetica Kowalskiej i nazwanie własnej tożsamości poetyckiej / tożsamości języka / języka wiersza / poezji – podmiotu lirycznego – aktu. Tatuaż, którego zabrania Tora, to coś co przedostaje się do krwi i wnika w skórę na stałe tworząc nierozerwalność z ciałem aż po jego kres. Nierozerwalność więc ciała poetyckiego – poezji i poetki, wspólnoty krwi i znaku jako egzemplifikacji twórcy i jego twórczości.

         „jeśli się w końcu wymigam od słów / niech mi się stanie gest / od początku / niech mi się stanie słowo / takie że gest w końcu / wymiga się z jeśli" bo na początku było Słowo i dokładnie tu zapisany jest człowiek z wszystkimi pytaniami i odpowiedziami na te właśnie pytania, „(...) i Bogiem było Słowo", więc lapidarnie i lakonicznie – Słowo to Wszystko. Wszystko co jest Dobrem. Brak Dobra to Zło. W słowie tkwi przyczyna, całe jestestwo życia jako istoty / istnienia. Pozostałe już słowa; cała słowotwórcza rodzina z etymologią wyrazu - warunkują i uzależniają tworząc całą sieć powiązań również i behawioralnych, co wcale nie ułatwia, bo zagłusza dźwięk tego, co stanowiło początek – Słowo i pierwszej muzyki (melodia języka) – ciszy, więc „tak mów tak idź aż cię przekroczy / cisza która nie zna granic".


Kalina Kowalska, „łupki", Lublin 2013


Źródło: http://akant.org/55-archiwum/archiwum-miesicznika-akant-2013/akant-lipiec-2013/3215-ewa-klajman-gomoliska-z-beat-golacik-kalin-kowalsk-ogldamy-jzyk

Od 2 do 10000 znaków