Beata Golacik

Wanda Skalska o tomiku Kaliny Kowalskiej "Światło"

Ukrywająca się pod pseudonimem Kalina Kowalska - rocznik 1966, ukończyła teologię na KUL oraz studia podyplomowe z zakresu nauk społecznych i HR. Mieszka i pracuje w Świdniku jako nauczycielka w szkole średniej. Publikowała swoje wiersze w antologiach: Ogrodowe pejzaże (2009) i Ogrodowe portrety 2010). Przedtem ukazał się jej pierwszy indywidualny tomik Układanka (2006, 2007) - o towarzyskim, jak sama podkreśla, zasięgu. Za właściwy debiut uznaje tomik Za mną przede mną, wydany w 2011 r. A w tym roku ukazał się zbiór nowy - zatytułowany Światło. Przyjrzyjmy się tej publikacji.


Podobnie jak wcześniejszy zbiór wierszy K. Kowalska obecny tomik wydała nakładem własnym. To coraz powszechniejsza praktyka, gdyż dostępu do druku w dzisiejszych czasach nic nie tamuje. Ogłosić swoją twórczość w formie książkowej może każdy (jeśli ma gotówkę). Pokusie tej ulegają najczęściej autorzy, którym trudno jest (z rozmaitych powodów) do profesjonalnych wydawnictw się przebić - i grafomani. Zwłaszcza ci ostatni. Z opłakanym skutkim. Bo nie dość, że płody niewydarzeńców literackich są marnej jakości, to jeszcze kształt edytorski zwykle dołuje i zniesmacza.

Wspominam o tym dlatego, by przeciwstawić tym praktykom efekt pracy autorki Światła. Widzieliśmy to w publikacji ubiegłorocznej, powtarza się teraz. Rzadko spotykany pietyzm edytorski - strona estetyczna, w ogóle typografia - bez zarzutu. Wręcz widać, że K. Kowalska, projektując sobie tom, włożyła w pracę całą swoją zmyślność i czułość. Rzecz jest wypieszczona w każdym detalu. Łącznie z pomysłem na nietypowy format - wydłużony poprzecznie.

Ów nietypowy format, jak się okazuje, ma swoje uzasadnienie. Służy bowiem odpowiedniemu układowi utworów. Poetka wykoncypowała sobie to tak, by sąsiadujące ze sobą strony (parzyste z nieparzystymi) tworzyły odrębne mikrocałości: fota i miniatura poetycka z lewej, utwory pisane obszerniejszą frazą z prawej. Przy czym, co tu bardzo ważne, wspomniane miniatury (budową przypominające haiku) korespondują (intencją i zawartością) z wierszami o charakterze narracyjnym obok. Słowem misterna struktura zamysłu o tym zdecydowała.


Jednak "techniczne" zabiegi w budowie książki zdałyby się na niewiele lub na nic, gdyby jakość utworów miała się okazać nijaka. Szczęściem tak nie jest. To solidna poezja, świadoma swych możliwości.
"Bohaterką", a też w pewnym sensie przewodniczką poetyckiej podróży w obrębie tomu (zadedykowanemu tajemniczemu "Wyciskaczowi cytryn") jest niejaka Żulietta. Podmiot liryczny zwraca się do niej, rozmawia z nią. 
Dubletów (miniatur i wierszy długowymiarowych) mamy w książce trzydzieści. Wszystkie opatrzone są datami, stąd wiemy, że powstały w przedziale od 30.03.11 do 14.05.11. Informacyjna wartość tego jest tylko taka, że utwory powstały w jednym, dosyć krótkim ciągu. Ma to tę zaletę, że utwory pisane w zbliżonym czasie zachowują spójność warsztatową i językową.


A o czym wiersze Kaliny Kowalskiej są, jakie są, czego dotykają - co usiłują nam powiedzieć, przekazać?
Najogólniej rzecz ujmując można stwierdzić, iż poetka zafundowała czytelnikowi peregrynację - głównie emocjonalną i kulturową. Znajdziemy między strofami odwołania mityczne (m. in. Charon, EurydykaEneasz,Afrodyta, wieża Babel), historyczne (m. in. linia Maginota, Zbaraż, Sicz), geograficzne (m. in. Paryż, Wenecja, Avignon, Tivoli, Hiroszima, Nowy York), astronomiczne (m. in. Księżyc, Orion, Syriusz, Plejady), wreszcie nawiązania do literatury i sztuki (m. in. Hugo, Baudelaire, Marquez, Rilke, Chagall, Miłobędzka, Duda-Gracz, Amicis, Vermeer). To wszystko (i jeszcze więcej) splecione jest wątkami rozterek, pytań, duchowych wątpliwości, mniej lub bardziej powściąganą erupcją uczuć.

Wszelako język tych wierszy, choć w budowie prosty, sporo czerpiący z poetyki zastanej, ujmuje bezpretensjonalnością, celnymi określeniami. A dzięki nierzadkiej obecności własnych gier słownych dodaje waloru świeżości. Również wyobraźni nie można K. Kowalskiej odmówić.
Drobna ilustracja tego. Weźmy miniaturę sygnowaną numerem 21 oraz kilka pierwszych wersów utworu "Gałczyński". to mi się od świata należy/ - wiersz który mi leży/ którym świadczę/ świat czczę - a obok początek narracyjnego ciągu: wiem że to ty Żulietto poznałam cię po ildefonsach/ spod dorożkarskiej peleryny wystają twoje konstanty/ i choć prosiłam o kapitana dalekomorskiej żeglugi/ musiałaś się ubrać w poetę i wpłynąć na wielorybie/ w ten wiersz z zieloną gęsią skórką który mnie teraz łaskocze/ we wszystki wyspy szczęśliwe.

Jeszcze jedna próbka na koniec. Domykające tom "Post scriptum":

żal mi żaru Żulietto
tej żertwy życia
- żagwi
żółtych żywiołów
rzeki Huang He
i ryżowych żniw
- żeńców
wróżących z głodu
pożegnanych słów
które nas wyrzekły
od a do żet


I podobnie jak w zbiorze Za mną przede mną, istotną rolę w Świetle odgrywają czarnobiałe fotografie Bożenny Bielskiej. Jest ich tyle samo, co poetyckich dubletów - trzydzieści. Wiernie towarzyszą utworom, "podbijając" klimat całości. Często eksponują szczegóły fotografowanych obiektów - udanie wykorzystując grę cienia i światła. Da się w tym zauważyć pewną - dyskretnie podaną - nostalgię. Czym podnosi refleksyjną wymowę książki.


Kalina Kowalska "Światło", nakład własny, Lublin 2012, str. 68


Źródło: http://www.latarnia-morska.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=890%3Aqwiatoq-kaliny-kowalskiej&catid=40%3Aport-literacki&Itemid=64&lang=pl

Od 2 do 10000 znaków